Kamuflaż i maskowanie prototypów samochodów

Maskowanie prototypu samochodu

Każdy prototyp samochodu, który dopiero co opuścił studio projektowe i po raz pierwszy wyrusza w drogę lub na tor testowy potrzebuje odpowiedniego kamuflażu i maskowania. Po co? Ponieważ nowy bądź liftingowany model powinien zostać ujawniony dopiero w dniu swojej premiery. W przeciwnym razie, konkurencja rynkowa mogłaby błyskawicznie zareagować na pojawiające się w nim nowości, wprowadzając własne innowacje. Dla producenta oznaczałoby to po prostu straty finansowe.

W jaki sposób producenci aut starają się ukryć swoje dzieła przed „szpiegami motoryzacyjnymi”?

W przeszłości (stosunkowo niedawnej) korzystano z nielicznych i stosunkowo prostych technik maskowania prototypów samochodów. Początkowo ograniczano się właściwie jedynie do zasłaniania ogólnych konturów nadwozia oraz obklejania świateł żółtymi i czerwonymi taśmami. W latach 80-tych taśma maskująca pojawiła się dodatkowo także na przednim i tylnym pasie pojazdu.

Z czasem zaczęto zakrywać jeszcze boczne szyby, ale i tak dotyczyło to tylko tych aut, w których miały one charakterystyczny, oryginalny kształt. I to w zasadzie tyle – nie było potrzeby ani tworzyć większych zespołów ekspertów ds. kamuflażu, ani wymyślać nowych sposobów maskowania.

Dopiero nastanie czasów, w których prawie każdy ma smartfona z dostępem do sieci i może z łatwością dzielić się zdjęciami, wymusiły radykalną zmianę podejścia do kwestii ochrony prototypów aut. Specjaliści od maskowania pojazdów świetnie radzą sobie jednak z nowymi wyzwaniami – stosowane przez nich rozwiązania pozwalają ukryć praktycznie każdy charakterystyczny element stylizacyjny samochodu.

Folia maskująca nadwozie

Kamuflaż prototypu BMW

Główną bronią w walce z samochodowymi paparazzi nadal pozostaje folia maskująca. Już od blisko 20 lat wielu producentów aut całościowo obkleja nią całkowicie nowe modele, a zwykle częściowo – modele po liftingu.

Oczywiście na przestrzeni lat zmieniały się rodzaje stosowanych folii. Sam Opel korzystał już z czterech różnych generacji folii maskującej. Jak łatwo się domyślić każda kolejna była doskonalsza od poprzedniczki.

„Fishies”

Pierwsza generacja folii, nazywana „Fishies” (ze względu na wzór przypominający ryby) po raz pierwszy posłużyła za kamuflaż Corsie C z 1999 roku. W operację nakładania jej na samochód angażowano zazwyczaj co najmniej trzyosobowy zespół. Maskowanie było gotowe dopiero po 4-5 dniach.

Z czasem pod folię zaczęto dodatkowo podkładać gąbkę i plastikowe elementy – tak, aby zamaskować rzeczywisty kształt nadwozia.

„Flimmies”

Kolejna generacja kamuflażu – flimmies – pozwalała wprawdzie skrócić czas oklejania jednego auta do 2 dni, ale utrudniała z kolei zdejmowanie folii. Każdy fragment maskowania musiał być bowiem zakładany i zdejmowany osobno.

„Wirries”

Dopiero trzecią generację folii maskującej – Wirries – oparto na technologii sitodruku. Ponieważ folię można było nakładać w całości, czas oklejania samochodu skrócił się tutaj do 1 dnia. Naturalnie, ułatwiało to również usuwanie kamuflażu.

„Cube”

Czwarta, obecnie wykorzystywana generacja folii to tzw. Cube, która jest na tę chwilę jednym z najbardziej zaawansowanych rodzajów zewnętrznego kamuflażu. Ze względu na fakt, że korzysta z efektu 3D, kontury aut wydają się nieostre i wprowadzają gapiów w błąd. Dostrzeżenie szczegółów budowy nadwozia jest w tym przypadku wręcz niemożliwe.

Kamuflaż BMW

Co ważne, Cube odznacza się wysoką odpornością zarówno na bardzo wysokie (nawet + 80 C), jak i bardzo niskie temperatury (do -50 C). Nie straszne jest jej też promieniowanie UV czy kamienie spod kół.

„Brick” Forda

Trójwymiarowym kamuflażem może pochwalić się również Ford. Istotą jego folii „Brick” są tysiące losowo ułożonych cylindrów w białym, szarym i czarnym kolorze, które tworzą krzyżowy, złudny wzór. Dzięki temu bardzo trudno jest wychwycić dokładne kształty nadwozia, i to niezależnie od tego, czy auto jest oglądane „na żywo”, czy też na zdjęciu. Mózg po prostu nie jest w stanie rozpoznać poszczególnych elementów obserwowanego pojazdu.

Zakamuflowane BMW na ulicy

Brick, podobnie jak Cube dobrze spisuje się w praktycznie we wszystkich warunkach środowiskowych.

Co ciekawe, przy projektowaniu tego kamuflażu inspirowano się podobno grafikami z iluzjami optycznymi dostępnymi w sieci.

Osłony – plandeki

Kamuflaż samochodu Landrover
zdjęcie: Land Rover MENA

Część producentów pokrywa dodatkowo swoje prototypy osłonami, które można przymocować do karoserii za pomocą pasów mocujących bądź rzepów Velcro. Dotyczy to głównie sytuacji, w których przewiduje się, że auto będzie przez dłuższą chwilę pozostawione w miejscu publicznym (np. kierowca testujący zatrzyma się coś przekąsić).

Czasem taka plandeka – jako jedyny kamuflaż zewnętrzny – wykorzystywana jest także na krótkich trasach, kiedy nie ma ryzyka, że jakiś pomysłowy fotograf uniesie ją i zrobi zdjęcie, albo wówczas, gdy prototyp jest dopiero transportowany do zespołu odpowiedzialnego za właściwe maskowanie.

Światła mogą zdradzić model samochodu

Przepisy ruchu drogowego wymagają, aby każde auto – nawet prototyp – wyposażone było w kompletny system świateł samochodowych. To spore wyzwanie dla specjalistów od kamuflażu, którzy muszą zamaskować tylne i przednie lampy w taki sposób, żeby bez przeszkód mogły pełnić swoje zadanie, a przy tym żeby nie były widoczne ich charakterystyczne kształty.

zdjęcie: Michel Curi

By utrudnić rozpoznanie marki samochodu, prototypom montuje się najprostsze, okrągłe lampy tylne oraz specjalne, dodatkowe części dla świateł przednich. Te ostatnie przybierają najczęściej postać czegoś w rodzaju pokrywy z kilkoma otworami, które umożliwiają oświetlanie drogi.

Kamuflaż wnętrza

Oczywiście także i wnętrzu pojazdu potrzebny jest odpowiedni kamuflaż.

W przeszłości wykorzystywano w tym celu mocowane na rzepy płaty sztucznej skóry. Dziś stawia się głównie na lekkie gąbkowo-piankowe materiały, które można z łatwością dopasować do każdego elementu wymagającego zakrycia. Co ważne, osłaniane nimi przełączniki i dźwignie są z jednej strony niewidoczne na postoju, z drugiej zaś – łatwo dostępne dla kierowcy.

Na deskę rozdzielczą często nakładana jest też plastikowa osłona, która ukrywa jej rzeczywisty kształt. Dodatkowo, na wskaźniki i ekran systemu multimedialnego jest czasem przyklejana specjalna folia, która sprawia, że są one praktycznie niewidoczne dla gapiów patrzących przez boczne szyby.

Część producentów rezygnuje z dokładnego maskowania samego wnętrza i decyduje się po prostu uniemożliwić patrzenie na nie od zewnątrz. Wykorzystują do tego specjalny laminat, którym pokrywają tylne i boczne szyby auta. Zasłania on wszystko co znajduje w środku auta, a przy tym jest przezroczysty i nie ogranicza kierowcy widoczności.

Fałszywe logo

Popularną zmyłką jest montowanie fałszywego logo i/ lub znaków identyfikujących.

I tak na przykład prototyp z logo Audi i tablicą rejestracyjną IN (Ingolstadt w Niemczech) może być w rzeczywistości modelem Opla, Forda bądź każdego innego producenta samochodów.

Zwykle jednak wspomniane rozwiązania nie zastępują tradycyjnego maskowania, lecz stosowane są jako dodatek mający na celu zdezorientowanie przeciwnika.

Pomysłowa zmyłka skuteczniejsza od kamuflażu

Może zdarzyć się i tak, że folia maskująca nie będzie w stanie zapewnić skutecznego kamuflażu zewnętrznego. Tak było na przykład w przypadku prototypu usportowionej wersji samochodu miejskiego, Opla Adam S. Ponieważ ukrycie jego charakterystycznych kół oraz spojlera było niemożliwe, zdecydowano się ucharakteryzować go na… samochód nauki jazdy. Odpowiednie oznakowanie oraz kilka specyficznych naklejek skutecznie wyprowadziło paparazzi w pole.

Trzeba jednak podkreślić, że maskowanie prototypu auta zwykle jest bardziej czasochłonne i wymagające:

A Wy widzieliście kiedyś „na żywo” zamaskowany prototyp na drodze? Jaki miał kamuflaż?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *